Ogrywanie moji

Udostępnij!

Im więcej drzewek zastały pod oknem, tym większy to był zaszczyt i honor. W Zielone Świątki spiskie panny wypatrywały swojego moja.

W noc poprzedzającą święto Zesłania Ducha św. kawalerzy na Spiszu nie próżnują. Kiedy zrobi się zupełnie ciemno i jest już pewność, że nikt nie podejrzy ich przy robocie, przed domami dorastających dziewcząt stawiają moje.

– Nazwa moj wzięła się od modrzewia. Tak kiedyś na niego wołano – wyjaśnia prezes Związku Polskiego Spisza Jan Budz. – Dawniej pannom stawiano modrzewie. Z czasem wycinki tych drzew zakazano, przerzucono się więc na świerki, a potem na powszechnie dostępne olchy.

Komu moja, komu?

– W Kacwinie małego smrecka dostawała kiedyś każda dziewczynka. Nawet ta, która dopiero co przyszła na świat – wspomina 64-letnia Maria Pietraszek, pochodząca z tej właśnie wioski. – Jeśli w domu było 5 córek, przed domem obowiązkowo stało 5 moji.

Inaczej zwyczaj wyglądał w Krempachach. Tutaj na stawiane dziewczętom drzewka przeznaczano po prostu olchy. – Szliśmy w nocy od domu, do domu. Tam, i tylko tam, gdzie były panny na wydaniu, wbijaliśmy przed domem moje – opowiada Józef, mąż Marii. – Im większe powodzenie dziewczyna miała, tym więcej moji w tę noc dostała. W Dursztynie dla odmiany moje stawiano przed każdym domemniezależnie od tego, czy były w nim dziewczęta, czy nie. – Wieś wyglądała rano jak jedna wielka zielona aleja – wspomina z błyskiem w oku mieszkaniec Dursztyna Walenty Kaczmarczyk. Osobną grupą, do której wszędzie adresowało się moje, byli nauczyciele, księża, sołtysi i urzędnicy. – Akt postawienia drzewka np. przed plebanią czy szkołą był znakiem czci i uszanowania dla władzy – wyjaśnia Maria Wnęk, regionalistka i działaczka społeczna.

Mieć się ku sobie

Postawienie dziewczynie moja chłopaka zobowiązywało i było swoistego rodzaju deklaracją jego uczuć. Kawaler, który wybierał świerk, podczas gdy inni stawiali olchę, dawał wyraźny znak, że mu na pannie zależy. Przy okazji takich zalotów narażał się też na żarty ze strony własnych kompanów. – Kiedyś jednemu z naszych, który zalecał się do frydmanianki, wymalowaliśmy wapnem drogę – kierunek Krempachy – Frydman – opowiada Józef Pietraszek. – Lżejszą i mniej widoczną rano (zwłaszcza przy mocniejszym wietrze) formą wytyczenia miłosnej trasy było wysypanie jej trocinami – dodaje. Zdarzały się także inne łobuzerskie wybryki, takie jak zdemontowanie czyjejś bramki, przepchanie wozu z jednego końca wioski na drugi lub temu podobne psikusy.

Dziewczęta w tę wyjątkową noc także nie próżnowały. O ile kawalerka czekała, aż posną, żeby pod osłoną nocy moje postawić, o tyle punktem honoru dla nich było rozpoznanie wbijających drzewka młodzieńców. – Zwyczajowo panny częstowały wódką tych, którzy w ten sposób je uhonorowali – wyjaśnia Maria Wnęk. – Nic więc dziwnego, że chciały podpatrzeć amantów i wiedzieć, komu są zobowiązane.

Ogrywanie moji

Chociaż zwyczaj stawiania moji utrzymał się tylko w nielicznych spiskich miejscowościach – nadal stawiają je np. w Krempachach, Czarnej Górze, Jurgowie czy w Nowej Białej – to samo ich ogrywanie ma się naprawdę dobrze. W pierwszy dzień Zielonych Świątek przy kościele zbierają się muzykanci, strażacy i reprezentanci zespołów regionalnych z małym przystrojonym wstążkami drzewkiem. Po odśpiewaniu pieśni ku czci Matki Bożej ruszają w wesoły obchód po całej wiosce. Pochodowi często towarzyszą przebrani za Cyganów młodzieńcy, którzy przy salwie śmiechu i wygłupów zbierają datki (jajka i drobne pieniądze) na swoje „dziecko”. Panny i gospodynie z odwiedzonego domu tańczą ze strażakami do przygrywającej muzyki, a wieczorem odbywa się huczna zabawa w remizie.

Tradycyjne ogrywanie moji można było zobaczyć m.in. w Dursztynie, Nowej Białej, Frydmanie, Falsztynie, Trybszu, Łapszance, Łapszach Wyżnych,  Łapszach Niżnych, Jurgowie, Czarnej Górze i w Krempachach.

Zdjęcia: Franciszek Pacyga